Jak pies do jeża, czyli jak odkrywałam skarpety.

Jakiś czas temu wydziergałam swoje pierwsze skarpety. No taka sytuacja! Ja i dzierganie skarpet mieliśmy dość skomplikowane relacje. Najpierw nie mieściło mi się w głowie, że ktos może chcieć tracić czas na ręczne robienie skarpet. No bo przecież mozna kupić w sklepie! A tak to człowiek się odzierga jak szalony na tych drutach o grubości wykałaczki tylko po to, by za chwilę skarpety się przetarły. Zwłaszcza w moim przypadku. Z jakiegoś powodu moje paznokcie mordują skarpety w przerażającym tempie, niezależnie od tego, jak krótko je przytnę. No więc lepiej w tym czasie wydrutować jakąś czapkę czy rękawiczkę, jasna sprawa.
Później jednak wszyscy youtubowi podcasterzy podtykali mi na ekran cudne skarpety. I jakoś tak człowiek przesiąkł ideą, że moze jednak ma to jakiś urok.
Następnie przez parę miesięcy podchodziłam do tematu jak pies do jeża, bo przecież wzory na skarpety są taaaaaakie trudne! Rzędy skrócone, klapki i podnoszenie oczek i bogowie wiedzą co jeszcze! (Ale jakoś moim drugim udziergiem w życiu była rękawiczka z pięcioma palcami i jakoś wtedy nie miałam żadnych wątpliwości, że podołam bez problemu. Czasem bez sensów jest ten mój mózg.)
W końcu jednak zebrałam dość odwagi i włóczki skarpetkowej i… Przepadłam 😉 To faktycznie jest niesamowicie uzależniające! Mam już nakupioną wełnę na kolejne trzy pary…

Poniżej macie moją pierwszą parę. Wciąż leży na półce z niepowciąganymi końcami 😉 Włóczka to Fabel Dropsa o kolorze 671, na skarpetkowych Zingach od Knit Pro. O bogowie! Jakie to tępe ustrojstwo! No ale alternatywą były 2,25mm bambusowe, a z drewnianymi drutami mi ostatnio nie po drodze. Skarpety pojechałam od góry do palców, a pięta to Fish Lips Kiss Heel. Świetna i bardzo łatwa w robieniu. Trzeba tylko nauczyć się dwóch nowych stitch’ów z dołączonych filmików lub obrazków i można śmigać! Pięta nie wyszła idealne, muszę dopasować ilość rzędów skróconych do swojej stopy przy kolejnych parach. Ogólnie – jak na pierwszy raz wyszło całkiem nieźle 🙂 Myślę, że to głownie zasługa samopaskującej włóczki. Dziergałam jak szalona, byle zobaczyć kolejny kolor paska 😉 Niestety nie udało mi się dopasować kolorystycznie, by obie wyszły identyczne. Dlaczego? Bo jeden motek zwinęli w jedną stronę, a drugi w drugą i za późno się zorientowałam, że kolory układają się do góry nogami i nie chciało mi się pruć i przewijać motka.

image

Na drutach są już kolejne! Tym razem z Arwetty Classic. Też na Zingach, ale tym razem próbuję opanować magic loopa. Wzór to dobrze wszystkim znany Hermione’s Everyday Sock. To tak, by ożywić nieco tą jednobarwną dzianinę jakąś teksturą.

image

W niedzielę wybywam do innego portugalskiego miasta na pięciodniowy, obowiązkowy doroczny spęd doktorantów mojego instytutu. Postanowiłam zatem zabrać ze sobą coś, co zajmie mnie w autobusie. Albo późną nocą. Albo do odstresowania, kiedy już moja introwertyczna dusza dojdzie do władzy i będzie chciała wszystkich wymordować z powodu przebywania non-stop w tłumie ludzi 😛 dlatego też przewinęłam wczoraj w nocy jeden z moich najnowszych nabytków -ten piękny zwój Malabrigo Sock w kolorze Cordovan na piękne wełniane ciasteczko 🙂

image

Swoją drogą wiecie, jak przewijam swoje włóczkowe zwoje, mając do dyspozycji jedynie nawijarkę, ale bez motowidła? Otóż ostrożnie i powoli robię… zwykły okrągły kłębek, a potem tenże kłębek powoli nawijam nawijarką w płaskie ciacho 😛 cały ten proces zajął mi wczoraj jakieś półtorej godziny. Dzisiaj ukradkiem przeglądałam motowidła na ebayu… Wracając do włóczki o pięknym ciepło-czekoladowym kolorze, to chcę z niej (i z drugiego takiego samego motka) zrobić jakiś prosty, nowoczesny, trójkątny szal. Od kilku dni szukam inspiracji na Ravelry i nic jakoś do mnie nie przemawia. Chyba koniec końców zasymiluję z sobą kilka elementów z różnych szali i zrobię jakąś taką hybrydę. Póki co zmieniam koncepcję co pięć minut 😉 wiem tylko, że chcę dodać po jednym dużym frędzlu – farfoclu na dwóch końcach trójkąta. Tylko muszę sie jeszcze doedukować, jak właściwie to się czyni 😉

A u Was co słychać? 🙂 Jak Wam minęła majówka? U nas niestety było pracująco, bo w Portugalii nie ma wtedy wolnego. Z zazdrością wchodziłam na internety, bo wszyscy mięli wolne i zazwyczaj piękną pogodę, a u nas mokro i zimno i jeszcze w pracy…  Niestety i teraz pogoda nas nie rozpieszcza. Środek maja, a tu leje, wieje i burzuje. Do tego zimniej niż w Polsce. Żeby jeszcze nie było zbyt sielsko, to dziś ktoś nam podpie*****ł przednią wycieraczkę z naszego autka,stojącego grzecznie na parkingu przed blokiem. Naszą nowiutką wycieraczkę,których komplet niedawno sprowadzaliśmy specjalnie z Polski, bo tu jakoś nie daliśmy rady znaleźć dokładnie takich. I to akurat w czasie, kiedy momentami leje jak szalone. Nie ogarniam :< Siedzę zatem z bólem glowy po kolejnym dlugim dniu w pracy (ostatnio wszystkie dni w pracy są długie) pod kocem w zimnym mieszkaniu i stukam sobie na tablecie te słowa, życząc Wam i sobie jak najszybszego nadejścia wiosny/lata i żeby Wam wycieraczki samochodowe nie znikały w tajemniczych okolicznościach 😉
Ewa

Advertisements

2 thoughts on “Jak pies do jeża, czyli jak odkrywałam skarpety.

  1. Biednaś, praca, deszcz i podli kradzieje wycieraczek. Ja tam polecam na każdy kłopot druty w dłoń i robić kolejne skarpety, bo chce zobaczyć więcej par w twoim wykonaniu. Te są cudowne 😀

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s