3 Color Cashmere Shawl

W końcu gotowy! 🙂 oto projekt, przy którym pracowałam jak pracowita pszczółka przez ostatni miesiąc. Uwielbiam ten wzór, uwielbiam włóczkę i uwielbiam produkt końcowy!

Porozmawiajmy przez chwilę o włóczce. Brązowa to Malabrigo Sock. Szara i żółta to kolorLOVE – ręcznie farbowane dzieło właścicielki sklepu magicloop. Totalnie oszalałam na punkcie tej włóczki i mój malutki zbiór powolutku rośnie 🙂

Sam szal jest cudny, leciutki i nieskromnie powiem, że szaleję za tym połączeniem kolorystycznym. To znaczy, teraz szaleję za kolorami, ale muszę Wam przyznać, że w trakcie dziergania miałam mnóstwo wątpliwości co do żółtego koloru. Zazwyczaj nie noszę żółtych rzeczy, bo jestem raczej blada z żółtymi odcieniami w cerze, przez co mam wrażenie,że w żółtych odcieniach wyglądam na trochę chorą. Miałam mały atak zwątpienia, kiedy wyjęłam z paczki żółtą włóczkę. Pamiętam dokładnie, że pomyślałam wtedy, że to najbardziej żółta rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Drugim wyborem, zamiast żółtego, była zielono-morska włóczka z moich zapasów, ale cieszę się, że wyszłam nieco ze swojej strefy komfortu, bo zielonkawy chyba nie wyglądałby tu tak dobrze 🙂 Koniec końców, patrząc na skończony szal, jestem bardzo zadowolona w kolorów i przełamanie żółci ciemną szarością i ciepłym brązem było strzałem w dziesiątkę i na pewno będę nosić tę chustę do upadłego 🙂

Na pierwszym zdjęciu wyglądam na wysoką, ale to tylko dlatego, że Samiec kazał mi wejść na krzesło do tego ujęcia 😛 w zeszłym tygodniu byłam zmuszona kupić spodnie przeciwdeszczowe (nasz tegoroczny kierunek wakacyjny nie słynie z dobrej pogody), i wszystkie spodnie były tak dlugaśne, że musiałam kupić rozmiar dla… trzynastolatków 😛 cóż, przynamniej były prawie o połowę tańsze niż identyczny model dla dorosłych, więc nie mam co narzekać 😉

A, i jeszcze jedno! Mam małą sugestię “modową” dla dziergających o nieco dłuższych włosach 😉 otóż jeśli macie jakieś wolne drewniane druty pończosznicze, to wiedzcie, że fantastycznie sprawdzają się jako szpilki do włosów 😛 Kiedyś używałam sporo drewnianych drutów, ale teraz są dla mnie byt wolne i przesiadłam się na metalowe. Pewnego razu użyłam dwóch z nieużywanych już Symphony od Knit Pro (coś około 3,5mm) i wpięłam je sobie jako stabilizator rozlatującego się koka, i teraz od kilku miesięcy używam ich w tym celu prawie codziennie 😉 Przykład jest na dzisiejszych zdjęciach 🙂

||

Finally done! 🙂 Here’s the project I’ve been working on monogamously over the past month. I love the pattern, love the yarn, and love the end product!

Let’s talk about yarn for a second. The brown one is Malabrigo Sock. The yellow and grey ons are both kolorLOVE hand dyed in Poland by the owner of the magicloop shop. I am totally fangirling over this yarn. My small stash of it is slowly but steadily growing 🙂

The shawl is gorgeous, and light, and I love the colour combination, but I need to confess something. The bright yellow was added a wild decision and I regretted using it around halfway through knitting it. I usually don’t wear yellows. I am quite pale and my complexion has a bit yellowish tone to it, and for that reason I look sick while wearing yellow. I got a little bit panicked especially when my yellow yarn arrived to me in post. I remember thinking that I’ve never seen anything SOOOO yellow in my entire life. In the end, having the finished shawl in from of my eyes, I am glad I used the yellow instead of the teal I had in my stash. Sometimes it feels good to successfully push your boundaries 🙂

I look very tall on the first picture, don’t I? Well, that’s only because I was commanded to stand on a chair for this take 😛 Last week I have bought some waterproof trousers (our holiday destination is quite rainy) and they were all so long that I had to buy a size for… a 13 years old. There, I said it 😉 On the other hand, kids pants were much cheaper than the same but an adult version, so can’t really complain about my height 😉

Oh, and I have a fashion knitter – specific tip for those of you with longer hair 😉 If you have some spare wooden double pointed needles then you can successfully use them as hair pins to hold your hair bun 😛 I used to use wooden needles a lot at the beginning but now they seem too slow for me and once I stuck two of my old Symphony Knit Pro needles (3.5mm or something like that) to hold my messy hair and… I’m using this ‘hairstyles” pretty much everyday nowadays 😉

image

image

image

Dane techniczne || Technical details:
Wzór || Pattern: 3 Color Cashmere Shawl by Joji Locatelli
Włóczki || Yarns : Malabrigo Sock, Cordovan
kolorLOVE, O rajusiu! Ołówek!
kolorLOVE, Słońcem w twarz
Druty || Needles: 3,75mm Hiya Hiya Sharp

Dzięki za zajrzenie do mnie i do zobaczenia! || Thanks for coming and see you soon!
Ewa

Advertisements

Różowe pseudo-markery i perskie opowieści. || The pink pseudo-stitch-markers and the persian stories.

image

Zakradam się ukradkiem do cośrodowego Wspólnego Czytania i Dziegania z Maknetą. Ale normalnie jest mi aż glupio… Okazuje się bowiem, że mój głupi mózg nie radzi sobie z liczeniem do ośmiu. Próbowałam wydzierać ażurowy fragment mojego 3 Color Cashmere Shawl, ale ośmiooczkowa sekwencja powtarzana kilkaset razy bez żadnych pomyłek – delikatnie rzecz ujmując, skończyło się to kiepsko. Ostatniej soboty miałam kryzys, bo w wyniku pomyłek w poprzednim rzędzie musiałam spruć całą ażurową sekcję. Aby uniknąć tego w przyszłości, postanowiłam użyć markerów, by oznaczyć te sekwencje ośmiooczkowe. Oczywiście nie posiadam dziesiątek markerów, więc spędziłam mniej lub bardziej radosne popołudnie na robieniu małych pętelek z różowej bawełny. Wysiłek się opłacił, gdyż jestem już w połowie ażuru i pilnuję dzielnie liczby oczek co kilka powtórzeń, byle tylko uniknąć prucia 😉

Przechodząc do tematu książek, chciałabym gorąco polecić Wam “Persepolis” autorstwa Marjane Satrapi. W zasadzie nie jest to książka, a komiks. To autobiograficzna powieść graficzna o dorastaniu w nowoczesnej rodzinie w Iranie, który jest szargany rewolucją, wojną i religijnym despotyzmem. Absolutnie poruszające dzieło. Momentami zabawne, momentami przerażające i smutne. Zdecydowanie warte przeczytania, nawet jeżeli nie gustujecie w komiksach.

Do zobaczenia! 🙂
Ewa

||

Well, this is quite embarrassing… I have discovered that counting to 8 is too much of a challenge for my stupid brain. Therefore following a simple lace pattern in my 3 Color Cashmere Shawl with an 8 stitches sequence over few hundred repeats without any mistakes proved to be impossible. Last Saturday I had a veeery grumpy moment when I realised I had some mistakes impossible to save. After ripping back a few rows I decided to do use stitch markers to mark my repeats. Of course, I do not own dozens of markers. Those little pink threads you can see all over my shawl are little loops I made of this cheap cotton yarn 😉 making them was quite painfully tedious, but at least now I can be sure there are no more mistakes. And I count me stitches every few repeats anyway, just to make sure I won’t have to rip back again 😉

As my reading goes, I have just finished ‘Persepolis’ by Marjane Satrapi. It is actually a comic book. It is an autobiographical graphic novel presenting growing up in a modern family in Iran torn by revolution, war and religious pressure. Very touching story. Full of funny stories, full of tragic stories. Heartbreaking at times. If you get this books in your hands you shall not be disappointed.

Cheers! 🙂
Ewa

Wyszło szydło z worka…

image

Oj, dawno mnie tu nie było… Nawet nie chodzi o to, że nic nie dziergam. Od ostatniego postu udziergały się ze dwie pary skarpet i nawet trochę chusty rozdłubałam. Ale dzisiaj jest środa i w związku z tym postanowiłam chyłkiem dołączyć się do Wspólnego Dziergania i Czytania z Maknetą 🙂

Dzisiaj będzie (uwaga, uwaga!) o… szydełku! Dotychczas mój kontakt z szydełkami ograniczał się do naprawiania upuszczonych z drutu oczek albo robienia provisional cast on. Ale natknęlam się na akcję Ośmiorniczki dla Wcześniaków i cóż… Wydobyłam z wora wszystkie trzy szydełka, które posiadam i całą sobotę spędziłam ogarniając podstawy szydełkowania 😛

image

Zamówiona bawełna na ośmiorniczki już do mnie idzie z Polski, kulka silikonowa do wypychania też. W międzyczasie wykonałam testową ośmiornicę (zdjęcie na górze posta), tak tylko by przyzwyczaić się do wzoru. Jest z wyjątkowo szorstkiej włóczki i ma wypełnienie niewiadomego pochodzenia, więc nie można dać jej dzieciakom do inkubatora. Może jednak uda mi się wypchnąć ją na cele promocji akcji, więc jestem w trakcie transformowania nudnej ośmiorniczki w wykwintnego gentlemena z cylindrem i monoklem 😉

Moje czytanie jest tradycyjnie słuchaniem. Aktualnie przelatuję po raz drugi przez “Harry Potter and the Goblet od Fire” czytane przez Stephena Fry’a 🙂

Poza tym tworzę sobie czekoladową trójkątną chustę na drutach. W tempie iście glacjalnym. W porywach dobijam do dziesięciu rządków tygodniowo 😉 Poki co mam mniej więcej tyle:
image

Ale koniec już tego gadania. Lecę przykleić ośmiornicy przaśny wąs! 😉
Ewa

Święta nieco inaczej

Moje mało świąteczne święta

kaboompics.com_Christmas Glass Balls (2)

Photo by Kaboompics.com

Jesteście już w szale świątecznych przygotowywań? 🙂 Widzę, że na blogach pełno świątecznych ozdóbek, prezentów, choinek, kalendarzy adwentowych i czego tam jeszcze. Uwielbiam takie ładne obrazki całym moim zmysłem estetycznym 🙂

U mnie w tym roku święta będą trochę inne, bo z pewnych przyczyn zostajemy z moim Samcem w Portugalii 😛 Będą to moje pierwsze święta w innym kraju. Trochę tak dziwnie. Nie będzie nawet choinki ani żadnych światecznych dupereli, bo mamy przed sobą widmo przeprowadzki do jakiegoś innego kraju, więc gromadzenie rzeczy startamy się ograniczyć do minimum. Jako ateistka aspekt religijny jest dla mnie niesistotny, ale cieszę się na kilka dni wolnego i dobre żarcie, jakim planuję nas uraczyć 😛

Szczerze mówiąc, na poczatku rozważałam pizzę na wieczerzę wigilijną 😛 Ale tęsknota za polską kuchnią okazała się silniejsza, a zatem w planach na weekend jest wyprawa do supermarketu niemieckiego oddalonego o jakieś 20km, po to tylko, aby zdobyć  coś przypominającego ser biały na pierogi ruskie 🙂 Nie jest to prawdziwy twaróg, jak u nas, ale “close enough”. Dodatkowo w menu pojawią się gołąbki i barszcz czerwony, sałatka jarzynowa i domowa szynka z indyka, także zamierzenia są ambitne 🙂 Zwłaszcza, że pewnie będę miała na ugotowanie tego wszystkiego jedno popołudnie, a i upiec coś by się zdało 😉 Ambitnie za to podeszłam do kupowania prezentów dla najbliższych. Wszystko zostało upolowane i spakowane jeszcze przed końcem listopada i wysłane parę dni temu 🙂 Wynika to stąd, że w tamtym roku zostawiłam sobie zakupy prezentowe na ostanią chwilę i był to czysty horror :<

Są jeszcze inne dobre strony tych świąt. Otrzymałam dziś paczkę z domu. Mówię paczkę, ale było wielkości kontenera 😉 Herbata, cudne prezenty, słodycze, ciepłe skarpety… Kochany Tata dorzucił nawet dwie zgrzewki prawdziwego piwa! 🙂 Pewnie wynika to stąd, że po przyjeżdzie z zagranicy do domu rodzinnego pierwsze co robię, to łapię za kiełbasę i piwo 😉

No i należy wspomnieć o premierze Star Warsów 😉 Pewnie wybierzemy się na nie zaraz przed świętami, kiedy szalony tłum fanatyków już się przewali. Do tego wyczekiwany odcinek świąteczny Doctor Who, a niedługo potem Sherlocka! Będzie co oglądać w te święta 😉

A zaraz po świętach – trzydniowa wycieczka do Porto! Wczoraj wieczorem zabookowaliśmy hotel, więc już zaklepane. Oczywiście w Porto nie obejdzie się bez degustacji porta w piwnicach winiarni 😉 I będzie dużo okazji bawić się moim Nikonem, którego nie mam niestety zbyt wielu okazji do używania. Obiecuję ładne zdjęcia! O ile jakieś wyjdą 😉

Jak widzicie, mój okres świąteczny szykuje się dość przyjemnie 🙂 Mam nadzieję, że i Wasze święta zapowiadają się cudownie! 🙂

Wspólne dzierganie i czytanie z Maknetą

DSC_0492_02_MARKED

Pewnie obiła się Wam o oczy  książka “Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins.  Przynajmniej mnie atakuje ona z księgarni internetowych, audible a nawet portali informacyjnych. Nie mam w zwyczaju ślepo rzucać się na “super-hiper-bestsellery”, ale akurat potrzebowałam czegoś raczej lekkiego i odmóżdżającego do poduszki. I z tymi właśnie kryteriami w głowie skusiłam się na “Dziewczynę” w jakieś promocji w Virtualo.pl (moje ulubione źródło polskich ebooków; reklama niesponsorowana, ale niech już mają 😛 ). W przypadku książek z tak szaloną kampanią reklamową nawet nie staram sie czytać recenzji innych czytelników. Z reguły połowa pieje z zachwytu, a druga połowa psioczy, że książka nie warta papieru, na którym została wydrukowana.Należy więc samemu się przekonać 😉

Przejście przez “Dziewczynę z pociągu” zajęło mi zaledwie kilka nocnych sesji przed walnięciem głową o poduchę, znaczy się, dość krótkie to to. Można ten fakt potraktować jako wadę, lub zaletę, jak kto woli. Książka ma sporo zalet. Po pierwsze, zakończenie fabuły nie jest oczywiste i w zasadzie do samego końca nie domyśliłam się rozwiązania zagadki i musiałam ją mieć podaną na tacy przez narratorkę. To wielki plus, bo nie cierpię domyślić się kto jest mordercą jakoś na poczatku kryminału 😉 Drugim plusem jest główna bohaterka, z perspektywy opowiadana jest większość historii. W zasadzie jest to anty-bohaterka. Alkoholiczka z problemami, nie do końca stabilna. Bardzo się z nią polubiłam. Przynam Wam, że książkę czytało się bardzo fajnie. Jakoś tak…lekko, pomimo tematu, i wciągająco. Jeżeli będziecie mieć okazję, to całkiem polecam.

Z dziergadełkami za to ciężka sprawa. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio przerobiłam chociaż oczko w moich rosnących Maroo mitenkach. To pewnie przez to, że ostatnimi czasy spędzam czas albo w pracy, albo na siłowni, albo w kuchni. Trudno dziergać w którymkolwiek z tych miejsc 😛 A kolejne tygodnie będą obfitowały raczej w wydarzenia towarzyskie, wyjazdy, gotowanie, sprzątanie i takie tam, więc też sobie nie podziergam. Za chwilę będę musiała wchodzić na jutuba, że przypomniec sobie jak się przerabia prawe oczka 😛 A rękawiczkę ze zdjęcia wyżej będę musiała jednak trochę popruć i przerobić. Zrobiłam kciuk przepisowo, jak kazali, i powychodziły mi straszne dziury! Muszę spruć i nabrać po swojemu oczka z krawędzi kciuka, ze siedem oczek a nie trzy jak każą we wzorze… Do tego górę rękawiczki, tą szarą, gdzie będzie wystawać ręka, zamknęłam swoim zwyczajnym sposobem zamykania oczek. Wiecie, tym, z którego powstaje łańcuszek na krawędzi. I jest niezbyt rozciągliwy. Nie da się w nich rozczapierzyć palców, ogranicza ruchy. Muszę wypruć i nauczyć się zamykać robókę bardziej elastycznie. Ale z drugiej strony kusi, by dorobić otwarte paluszki na wysokość ok 2 cm, bo będzie cieplej niż taka “otwarta” mitenka. Się zobaczy. Dodatkowo muszę zrobić coś z moteczkiem pieknego Malabrigo Arroyo w kolorze Chispas. Najepiej czapkę. Z tym, że siedzę na Ravelry od miesiąca próbując znaleźć odpowiedni wzór dla takiej wielokolorowej włóczki i nic mnie nie przekonuje. Wybredna bestia jestem :<

Do zobaczenia! 🙂

 

Campside w Lizbonie || The Campside in Lisbon

DSC_0021_mod-1_watermarkedWreszcie jest!

Po czterech zimnych i deszczowych weekendach pod rząd w końcu trafiliśmy na świetną pogodę! Ta sobota byla wyjątkowo gorąca. Niewiarygodne, że w listopadzie moglismy chodzić w tshirtach. Pewnie po tych zdjęciach mi nie uwierzycie, ale naprawdę w Portugalii w tych miesiącach zakładam na siebie ze dwa swetry i kurtkę, by nie zamarznąć 🙂

W związku z cudną pogodą wybraliśmy się na spacer po Lizbonie, przy okazji mój Samiec zrobił sesję zdjęciową mojej pierwszej w życiu chuście, robionej ze wzoru Campside. Dwa miesiąc dłubania, siedem motków Dropsowej Karismy i palce zdarte do krwi. Może to przez tą ofiarę z posoki do bogów rękodzieła chusta wyszła taka fajna ;P

To, co urzekło mnie w tym wzorze to nowoczesność. Bo o ile podobają mi się takie kwiatowe, misterne chusty z cieniutkiej włóczki, tak chyba nigdy bym sama takich nie nosiła. Natomiast ten Campside jest minimalistyczny, ciepły jak cholera i totalnie nie romatyczny w swoim stylu – dla mnie ideał 🙂 Zresztą, sami oceńcie!

||

Here it is, finally!
After four really cold and rainy weekends in a row we finally got a beautifull weather! This Saturday was unnaturally hot. It’s unbelivable that in November we could walk around only in our tshits. I guess that after seeing those pictures you will never believe me that in Portugal at this time of year I have to wear at least two sweaters and a jacket to keep me warm 🙂

Since we got such an amazing weather we decided to take a walk in Lizbon and my Male agreed to make a small photo shoot of my Campside – a first triangle shawl I ever made. It took two months of slow kntting, around seven skeins of Drops’ Karisma yarn and fingers literally scratched to blood. Maybe this blood offering to the handmade gods is the reasing that the shawl turned out so nicely ;P

What really captured me with the Campside pattern is the contemporary feel to it. Because I really admire  those delicate, lacy, flowery shawls I see other people make, I could never wear one. And the Campside is very minimalistic, simple, warm as hell and totally not romatic – for me it’s a pure perfection 🙂  Anyhow, just judge it yourselves!

DSC_0007_mod-1_watermarkedDSC_0012_mod-1_watermarkedDSC_0020_mod-1_watermarkedDSC_0024_mod-1_watermarkedDSC_0028_mod-1_watermarkedDSC_0032_mod-1_watermarkedDSC_0042_mod-1_watermarked

Charakterystyka chusty || Characteristics:

Wzór || Pattern:  Campside by Alicia Plummer

Włóczka || Yarn: Drops Karsima

Kolor || Colour : 44

Zużycie || Amount : około 6,5 motka || around 6.5 skeins

Rozmiar drutów || Needle size: 4 mm , US 6 (KnitPro, Nova Metal)

A co po spacerku? Oczywiście kawka! 🙂 W przypadkowo znalezionej w jakiejś zakazanej uliczce uroczej, hipserskiej kawiarni Fabrica Coffee Roasters, w której podają kawę z ziarem, które prażą na miejscu. Pyszności! 🙂 Kawa była tak śliczna, że musiałam strzelić “instagramową focię”, nie mogłam się powstrzymać 🙂

||

And what to do after a nice walk? Grab a coffee, of course! Somewhere in one nasty looking street we found a cute, hipster coffee place called Fabrica Coffee Roasters. Absolutely delicious coffee! And it was soooo beautiful I had to make “an instagram photo”, I could not resist 😉

DSC_0380_mod-1_watermerked

I jeszcze jedna migawka ze spaceru po Lizbonie – sklep z alkoholami. Obczajcie sobie te butelki porta z poczatku XX wieku 🙂 Jeśli macie odawgę, możecie przyzoomować ceny 😉

||

And one more glimpse from walking around Lisbon – a shop with alcohol. Check out those bottles of Port wine from the beginning of the XX century 🙂 If you dare you can even zoom in the prices 😉

DSC_0367_mod_watermarked

Po wycieczce do Lizbony wybraliśmy się do pobliskiego kina na nowego Jamesa Bonda 🙂  Lubię filmy z 007 i Craigiem, a “Spectre” mnie nie rozczarował. Pościgi, strzelanie i high-tech zabawki – tego się spodziewałam i to dostałam 🙂 Za to nagły widok aktora o imieniu Andrew Scott na dużym ekranie… mini zawał serca z przerażenia gratis 😛 Kto widział Moriartiego w serialu “Sherlock” od BBC pewnie wie, o co mi chodzi 😉 Podsumowując, zafundowaliśmy sobie bardzo miłą sobotę i mam nadzieję, że wasze weekendy też przebiegają mile 🙂

Do zobaczenia i miłej niedzieli wszystkim 🙂

||

After the trip to Lisbon we went to a nearby cinema to check out the new James Bond movie 🙂 I like the movies with Craig as the 007 and the “Spectre” was not a disappointment. Chases, shooting and high-tech toys – that’s what I was expecting and that’s what I got 🙂 Also, I got a mini-heart attack of fright after a sudden appearance of Andrew Scott on the big screen 😛 Who saw Moriarty in BBC’s “Sherlock” knows what I mean 😉 Overall, that was a really nice, yet busy, Saturday and I hope your weekends were as pleasant 🙂

See you soon and have a great Sunday 🙂

Puszysta Zbroja i Pratchett || A Fluffy Armour and Pratchett

Dziś w ramach Wspólnego Dziergania i Czytania z Maknetą będzie tylko krótka migawka. W labie szaleństwo (minimum 10h dziennie) – padam na ryj. Dlatego właśnie nawet nie miałam trzasnąć zdjęcia na zwyczajowy środowy post, a co dopiero naskrobać jakikolwiek tekst. Nawet z komenatarzami i Fejsbukiem mam zaległości. O, ja wyrodna blogerka jedna! Cóż, środowy post czytaniowo-dzierganiowy będzie zatem w czwartek późnym wieczorem i kropka!

Dzierganko:

Robię bezpalczaste miteki według darmowego wzoru Treads. Uwielbiam ten wzór – produkt końcowy jest piękny a opis wzoru bardzo przejrzysty. Uzywam go już trzeci raz. Obecna para powstaje z Malabrigo Rios, kolor Pocion. To moje pierwsze podejście do Malabrigo. Miękkie to to i grubaśne. Po założeniu pierwszej mitanki moją pierwszą myśą było “…jak puszysta zbroja!”. Więcej szczegółów po skończeniu drugiej rękawiczki.

20151105_215441_watermarked

Czytanko:

W ostatnich tygodniach, które są pełne tylko i wyłącznie rozczarowań w strefie zawodowej, potrzebuję czegoś pozytywnego, i anty-depresyjnego. Padło na Pratchetta. On zawsze stawia mnie do pionu emocjonalnego/moralnego/ogólnie-życiowego. Powiem Wam z sekrecie, że w tych okresach mojego życia, kiedy mieszkam sama, zawsze trzymam gdzieś przy łóżku jakieś randomowe książki Pratchetta, żeby móc ogarnąć się mentalnie w środku nocy w razie potrzeby. Działa niezawodnie. Dziś mam na tapecie pierwszą część mojego ulubionego cyklu o Straży, czyli “Straż! Straż!”. Mam w planach przelecieć wszystkie książki z tego cyklu. W związku z tym “Cień wiatru” poleciał do kąta i czeka tak sobie, aż będę miała ochotę na takie smęty 😛

Mam ambitne plany w ten weekend wyjść gdzieś w plener i zrobić sesję mojej chuście Campside, która w końcu została ukończona i zblokowana! Jest nawet używana jako koc do owijania się na obowiązkowych seminariach w zimnych salach instytutu. Mam nadzieję zatem, że nowy post nadejdzie badzo wkrótce 🙂 Do zobaczenia!

PS. Acha, i na koniec przypominam o mojej urodzinowej rozdawajce! 🙂 Wciąż macie czas zapisać się na losowanie! 😀

||

Today instead of a proper long post I’ll only give you a short snapshot. Recently I spend min. 10h per day in the lab, so I’m quite exhausted. That’s why I didn’t even have time to take a mere photo for my usual weekly Wednesday post. I even overlook comments and the Facebook fanpage. I’m such a lame blogger…. oh, well 😛 We shall then have a Wednesday reading-knitting post on Thursday.

Knitiing:
I’m making angain fingerless gloves/mitts from the Treads pattern. I love it – easy to read and the end product is awesome. I’m making already a third pair using it. The current pair is emerging from the Malabrigo Rios yarn, Pocion colorway. Its my first contact with the famous Malabrigo and for sure not the last one. It’s sooooft and chunkyyyy. After I tried the first finished glove on I immediately thought ‘… it’s like a fluffy armour!’. More details about the gloves when I’ll actually finish them.

Reading:
After last week filled with dissapointments in my proffesional life, I needed something posotive and anti–depressant. Specificaly, Terry Pratchett. His book can always bring me back to emotional/moral/general-life stability. For many years I used to keep random Pratchett’s books near my bed, just in canse I needed some normality-lantern in the middle of the night. Now I’m going through “Guards! Guards!”, the first of the Guards cycle. I intent to read the entire cycle now, so Zafon’s ‘The Shadow of the Wind’was thrown to the bottom of a drawer, to the time I want to read something depressing 😛

This weekend I have ambitious plans to go out and make a small photoshoot of my finished Campside shawl. I hope I’ll produce a new post about it very soon. See you in a bit 🙂