Zboczenie zawodowe, czyli dzierganie chromosoma.  || What did this job do to me, or knitting a chromosome.

Panie i panowie, oto mój obecny projekt inspirowany biologią molekularną. No bo widocznie spędzanie średnio 10ciu godzin dziennie  na gapieniu się na chromosomy w labie to za mało. Historię o tym, dlaczego pluszowe chromosomy powstają, zostawię na inny raz. Teraz tylko wrzucę zdjęcia progresu w robótce🙂

||

Here’s just a quick sneak peek toshow off my current project – a knitted stuffed chromosome. Cause apparently spending around 10h/day in the lab looking at chromosomes is not enough for me. The story of why exactly I’m making those fluffy chromosomes will be left for the next time. Now I’ll just throw some ‘in progress’ photos at you🙂

Wzór na chromosomy zostanie spisany i udostępniony za friko w ciągu najbliższych kilku(nastu?) tygodni, jakby ktoś chciał błysnąć swoim udziergiem na biologii😉

||

The pattern will be written up and published in coming weeks, in case you’d want to shine in your biology class with a knitted chromosome😉

Ewa

Ośmiorniczki na wybiegu

Dziś post bedzie nieco z innej beczki. Raczej raport z pola walki, aniżeli porządny post. Otóż mój Samiec natrafił ostatnio na fajny filmik DIY pokazujący, jak wykonać prosty light box (namiot bezcieniowy) ze stolika z IKEA. Namiot bezcieniowy to fantastyczny gadżet do robienia zdjęć przedmiotom. Tutaj jest link do filmiku, a pod spodem zamieszczam przykładowe zdjęcia uzyskane z pomocą naszego prostego light boxa skleconego ze stolika, kawałków pudełek i papieru🙂

Modelkami na wybiegu zostały oczywiście moje urocze ośmiorniczki robione ma akcję Ośmiorniczki dla wcześników. Ostatnio głowonogi dorobiły się oczek i usteczek i czekają grzecznie na wysyłkę do Polski. 

A tak wygląda zdjęcie naszego set upu😉

W międzyczasie tworzą się kolejne ośmiorniczki, bezpalcowe mitenki i dziergane pluszowe chromosomy (na które próbuję spisać i zredagować wzór). Będę meldować o postępach, jeśli takowe nastąpią, ale dobrze wiecie, że u mnie wszystko idzie w tempie glacjalnym, więc wstrzymam się z konkretnymi obietnicami😉

Ewa

3 Color Cashmere Shawl

W końcu gotowy!🙂 oto projekt, przy którym pracowałam jak pracowita pszczółka przez ostatni miesiąc. Uwielbiam ten wzór, uwielbiam włóczkę i uwielbiam produkt końcowy!

Porozmawiajmy przez chwilę o włóczce. Brązowa to Malabrigo Sock. Szara i żółta to kolorLOVE – ręcznie farbowane dzieło właścicielki sklepu magicloop. Totalnie oszalałam na punkcie tej włóczki i mój malutki zbiór powolutku rośnie🙂

Sam szal jest cudny, leciutki i nieskromnie powiem, że szaleję za tym połączeniem kolorystycznym. To znaczy, teraz szaleję za kolorami, ale muszę Wam przyznać, że w trakcie dziergania miałam mnóstwo wątpliwości co do żółtego koloru. Zazwyczaj nie noszę żółtych rzeczy, bo jestem raczej blada z żółtymi odcieniami w cerze, przez co mam wrażenie,że w żółtych odcieniach wyglądam na trochę chorą. Miałam mały atak zwątpienia, kiedy wyjęłam z paczki żółtą włóczkę. Pamiętam dokładnie, że pomyślałam wtedy, że to najbardziej żółta rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Drugim wyborem, zamiast żółtego, była zielono-morska włóczka z moich zapasów, ale cieszę się, że wyszłam nieco ze swojej strefy komfortu, bo zielonkawy chyba nie wyglądałby tu tak dobrze🙂 Koniec końców, patrząc na skończony szal, jestem bardzo zadowolona w kolorów i przełamanie żółci ciemną szarością i ciepłym brązem było strzałem w dziesiątkę i na pewno będę nosić tę chustę do upadłego🙂

Na pierwszym zdjęciu wyglądam na wysoką, ale to tylko dlatego, że Samiec kazał mi wejść na krzesło do tego ujęcia😛 w zeszłym tygodniu byłam zmuszona kupić spodnie przeciwdeszczowe (nasz tegoroczny kierunek wakacyjny nie słynie z dobrej pogody), i wszystkie spodnie były tak dlugaśne, że musiałam kupić rozmiar dla… trzynastolatków😛 cóż, przynamniej były prawie o połowę tańsze niż identyczny model dla dorosłych, więc nie mam co narzekać😉

A, i jeszcze jedno! Mam małą sugestię “modową” dla dziergających o nieco dłuższych włosach😉 otóż jeśli macie jakieś wolne drewniane druty pończosznicze, to wiedzcie, że fantastycznie sprawdzają się jako szpilki do włosów😛 Kiedyś używałam sporo drewnianych drutów, ale teraz są dla mnie byt wolne i przesiadłam się na metalowe. Pewnego razu użyłam dwóch z nieużywanych już Symphony od Knit Pro (coś około 3,5mm) i wpięłam je sobie jako stabilizator rozlatującego się koka, i teraz od kilku miesięcy używam ich w tym celu prawie codziennie😉 Przykład jest na dzisiejszych zdjęciach🙂

||

Finally done!🙂 Here’s the project I’ve been working on monogamously over the past month. I love the pattern, love the yarn, and love the end product!

Let’s talk about yarn for a second. The brown one is Malabrigo Sock. The yellow and grey ons are both kolorLOVE hand dyed in Poland by the owner of the magicloop shop. I am totally fangirling over this yarn. My small stash of it is slowly but steadily growing🙂

The shawl is gorgeous, and light, and I love the colour combination, but I need to confess something. The bright yellow was added a wild decision and I regretted using it around halfway through knitting it. I usually don’t wear yellows. I am quite pale and my complexion has a bit yellowish tone to it, and for that reason I look sick while wearing yellow. I got a little bit panicked especially when my yellow yarn arrived to me in post. I remember thinking that I’ve never seen anything SOOOO yellow in my entire life. In the end, having the finished shawl in from of my eyes, I am glad I used the yellow instead of the teal I had in my stash. Sometimes it feels good to successfully push your boundaries🙂

I look very tall on the first picture, don’t I? Well, that’s only because I was commanded to stand on a chair for this take😛 Last week I have bought some waterproof trousers (our holiday destination is quite rainy) and they were all so long that I had to buy a size for… a 13 years old. There, I said it😉 On the other hand, kids pants were much cheaper than the same but an adult version, so can’t really complain about my height😉

Oh, and I have a fashion knitter – specific tip for those of you with longer hair😉 If you have some spare wooden double pointed needles then you can successfully use them as hair pins to hold your hair bun😛 I used to use wooden needles a lot at the beginning but now they seem too slow for me and once I stuck two of my old Symphony Knit Pro needles (3.5mm or something like that) to hold my messy hair and… I’m using this ‘hairstyles” pretty much everyday nowadays😉

image

image

image

Dane techniczne || Technical details:
Wzór || Pattern: 3 Color Cashmere Shawl by Joji Locatelli
Włóczki || Yarns : Malabrigo Sock, Cordovan
kolorLOVE, O rajusiu! Ołówek!
kolorLOVE, Słońcem w twarz
Druty || Needles: 3,75mm Hiya Hiya Sharp

Dzięki za zajrzenie do mnie i do zobaczenia! || Thanks for coming and see you soon!
Ewa

Różowe pseudo-markery i perskie opowieści. || The pink pseudo-stitch-markers and the persian stories.

image

Zakradam się ukradkiem do cośrodowego Wspólnego Czytania i Dziegania z Maknetą. Ale normalnie jest mi aż glupio… Okazuje się bowiem, że mój głupi mózg nie radzi sobie z liczeniem do ośmiu. Próbowałam wydzierać ażurowy fragment mojego 3 Color Cashmere Shawl, ale ośmiooczkowa sekwencja powtarzana kilkaset razy bez żadnych pomyłek – delikatnie rzecz ujmując, skończyło się to kiepsko. Ostatniej soboty miałam kryzys, bo w wyniku pomyłek w poprzednim rzędzie musiałam spruć całą ażurową sekcję. Aby uniknąć tego w przyszłości, postanowiłam użyć markerów, by oznaczyć te sekwencje ośmiooczkowe. Oczywiście nie posiadam dziesiątek markerów, więc spędziłam mniej lub bardziej radosne popołudnie na robieniu małych pętelek z różowej bawełny. Wysiłek się opłacił, gdyż jestem już w połowie ażuru i pilnuję dzielnie liczby oczek co kilka powtórzeń, byle tylko uniknąć prucia😉

Przechodząc do tematu książek, chciałabym gorąco polecić Wam “Persepolis” autorstwa Marjane Satrapi. W zasadzie nie jest to książka, a komiks. To autobiograficzna powieść graficzna o dorastaniu w nowoczesnej rodzinie w Iranie, który jest szargany rewolucją, wojną i religijnym despotyzmem. Absolutnie poruszające dzieło. Momentami zabawne, momentami przerażające i smutne. Zdecydowanie warte przeczytania, nawet jeżeli nie gustujecie w komiksach.

Do zobaczenia!🙂
Ewa

||

Well, this is quite embarrassing… I have discovered that counting to 8 is too much of a challenge for my stupid brain. Therefore following a simple lace pattern in my 3 Color Cashmere Shawl with an 8 stitches sequence over few hundred repeats without any mistakes proved to be impossible. Last Saturday I had a veeery grumpy moment when I realised I had some mistakes impossible to save. After ripping back a few rows I decided to do use stitch markers to mark my repeats. Of course, I do not own dozens of markers. Those little pink threads you can see all over my shawl are little loops I made of this cheap cotton yarn😉 making them was quite painfully tedious, but at least now I can be sure there are no more mistakes. And I count me stitches every few repeats anyway, just to make sure I won’t have to rip back again😉

As my reading goes, I have just finished ‘Persepolis’ by Marjane Satrapi. It is actually a comic book. It is an autobiographical graphic novel presenting growing up in a modern family in Iran torn by revolution, war and religious pressure. Very touching story. Full of funny stories, full of tragic stories. Heartbreaking at times. If you get this books in your hands you shall not be disappointed.

Cheers!🙂
Ewa

Na drutach #1 || On my needles #1

Wpadłam  tylko wrzucić jakieś szybkie zdjęcie, bo powiewa pustką na tym biednym blogu😉
Na drutach mam 3 Color Cashmere Shawl. Udane małżeństwo czekoladowego Malabrigo Sock z żółtym i szarym kolorLOVE🙂 mam nadzieję,że uda mi się skończyć szal w ten weekend.
||
I just came here to fill this empty blog with some crafty content😉
On my needles – 3 Color Cashmere Shawl. Beautiful combo of chocolate Malabrigo Sock with grey and bright yellow kolorLOVE yarns🙂 hopefully it will be finished this weekend.

13551849_620540404786959_1977025740_n_medium2

Do tego wciąż powoli tworzę ośmiorniczki dla wcześniaków. Dopiero w tym tygodniu dotarło do mnie szydełko w odpowiednim rozmiarze. W międzyczasie zrobiłam więc metamorfozę mojej testowej ośmiornicy w prawdziwego gentlemana😉
||
Plus, I’m still making some octopus friends for prematurely born kids. The proper size of the crochet hook came only this week. In the meantime I’ve transformed my test octopus into a proper gentlemen😉

13385618_639908029500116_1684786888_n_medium2

Do zobaczenia wkrótce!🙂
||
See you soon!🙂

Ewa

Wyszło szydło z worka…

image

Oj, dawno mnie tu nie było… Nawet nie chodzi o to, że nic nie dziergam. Od ostatniego postu udziergały się ze dwie pary skarpet i nawet trochę chusty rozdłubałam. Ale dzisiaj jest środa i w związku z tym postanowiłam chyłkiem dołączyć się do Wspólnego Dziergania i Czytania z Maknetą🙂

Dzisiaj będzie (uwaga, uwaga!) o… szydełku! Dotychczas mój kontakt z szydełkami ograniczał się do naprawiania upuszczonych z drutu oczek albo robienia provisional cast on. Ale natknęlam się na akcję Ośmiorniczki dla Wcześniaków i cóż… Wydobyłam z wora wszystkie trzy szydełka, które posiadam i całą sobotę spędziłam ogarniając podstawy szydełkowania😛

image

Zamówiona bawełna na ośmiorniczki już do mnie idzie z Polski, kulka silikonowa do wypychania też. W międzyczasie wykonałam testową ośmiornicę (zdjęcie na górze posta), tak tylko by przyzwyczaić się do wzoru. Jest z wyjątkowo szorstkiej włóczki i ma wypełnienie niewiadomego pochodzenia, więc nie można dać jej dzieciakom do inkubatora. Może jednak uda mi się wypchnąć ją na cele promocji akcji, więc jestem w trakcie transformowania nudnej ośmiorniczki w wykwintnego gentlemena z cylindrem i monoklem😉

Moje czytanie jest tradycyjnie słuchaniem. Aktualnie przelatuję po raz drugi przez “Harry Potter and the Goblet od Fire” czytane przez Stephena Fry’a🙂

Poza tym tworzę sobie czekoladową trójkątną chustę na drutach. W tempie iście glacjalnym. W porywach dobijam do dziesięciu rządków tygodniowo😉 Poki co mam mniej więcej tyle:
image

Ale koniec już tego gadania. Lecę przykleić ośmiornicy przaśny wąs!😉
Ewa

Jak pies do jeża, czyli jak odkrywałam skarpety.

Jakiś czas temu wydziergałam swoje pierwsze skarpety. No taka sytuacja! Ja i dzierganie skarpet mieliśmy dość skomplikowane relacje. Najpierw nie mieściło mi się w głowie, że ktos może chcieć tracić czas na ręczne robienie skarpet. No bo przecież mozna kupić w sklepie! A tak to człowiek się odzierga jak szalony na tych drutach o grubości wykałaczki tylko po to, by za chwilę skarpety się przetarły. Zwłaszcza w moim przypadku. Z jakiegoś powodu moje paznokcie mordują skarpety w przerażającym tempie, niezależnie od tego, jak krótko je przytnę. No więc lepiej w tym czasie wydrutować jakąś czapkę czy rękawiczkę, jasna sprawa.
Później jednak wszyscy youtubowi podcasterzy podtykali mi na ekran cudne skarpety. I jakoś tak człowiek przesiąkł ideą, że moze jednak ma to jakiś urok.
Następnie przez parę miesięcy podchodziłam do tematu jak pies do jeża, bo przecież wzory na skarpety są taaaaaakie trudne! Rzędy skrócone, klapki i podnoszenie oczek i bogowie wiedzą co jeszcze! (Ale jakoś moim drugim udziergiem w życiu była rękawiczka z pięcioma palcami i jakoś wtedy nie miałam żadnych wątpliwości, że podołam bez problemu. Czasem bez sensów jest ten mój mózg.)
W końcu jednak zebrałam dość odwagi i włóczki skarpetkowej i… Przepadłam😉 To faktycznie jest niesamowicie uzależniające! Mam już nakupioną wełnę na kolejne trzy pary…

Poniżej macie moją pierwszą parę. Wciąż leży na półce z niepowciąganymi końcami😉 Włóczka to Fabel Dropsa o kolorze 671, na skarpetkowych Zingach od Knit Pro. O bogowie! Jakie to tępe ustrojstwo! No ale alternatywą były 2,25mm bambusowe, a z drewnianymi drutami mi ostatnio nie po drodze. Skarpety pojechałam od góry do palców, a pięta to Fish Lips Kiss Heel. Świetna i bardzo łatwa w robieniu. Trzeba tylko nauczyć się dwóch nowych stitch’ów z dołączonych filmików lub obrazków i można śmigać! Pięta nie wyszła idealne, muszę dopasować ilość rzędów skróconych do swojej stopy przy kolejnych parach. Ogólnie – jak na pierwszy raz wyszło całkiem nieźle🙂 Myślę, że to głownie zasługa samopaskującej włóczki. Dziergałam jak szalona, byle zobaczyć kolejny kolor paska😉 Niestety nie udało mi się dopasować kolorystycznie, by obie wyszły identyczne. Dlaczego? Bo jeden motek zwinęli w jedną stronę, a drugi w drugą i za późno się zorientowałam, że kolory układają się do góry nogami i nie chciało mi się pruć i przewijać motka.

image

Na drutach są już kolejne! Tym razem z Arwetty Classic. Też na Zingach, ale tym razem próbuję opanować magic loopa. Wzór to dobrze wszystkim znany Hermione’s Everyday Sock. To tak, by ożywić nieco tą jednobarwną dzianinę jakąś teksturą.

image

W niedzielę wybywam do innego portugalskiego miasta na pięciodniowy, obowiązkowy doroczny spęd doktorantów mojego instytutu. Postanowiłam zatem zabrać ze sobą coś, co zajmie mnie w autobusie. Albo późną nocą. Albo do odstresowania, kiedy już moja introwertyczna dusza dojdzie do władzy i będzie chciała wszystkich wymordować z powodu przebywania non-stop w tłumie ludzi😛 dlatego też przewinęłam wczoraj w nocy jeden z moich najnowszych nabytków -ten piękny zwój Malabrigo Sock w kolorze Cordovan na piękne wełniane ciasteczko🙂

image

Swoją drogą wiecie, jak przewijam swoje włóczkowe zwoje, mając do dyspozycji jedynie nawijarkę, ale bez motowidła? Otóż ostrożnie i powoli robię… zwykły okrągły kłębek, a potem tenże kłębek powoli nawijam nawijarką w płaskie ciacho😛 cały ten proces zajął mi wczoraj jakieś półtorej godziny. Dzisiaj ukradkiem przeglądałam motowidła na ebayu… Wracając do włóczki o pięknym ciepło-czekoladowym kolorze, to chcę z niej (i z drugiego takiego samego motka) zrobić jakiś prosty, nowoczesny, trójkątny szal. Od kilku dni szukam inspiracji na Ravelry i nic jakoś do mnie nie przemawia. Chyba koniec końców zasymiluję z sobą kilka elementów z różnych szali i zrobię jakąś taką hybrydę. Póki co zmieniam koncepcję co pięć minut😉 wiem tylko, że chcę dodać po jednym dużym frędzlu – farfoclu na dwóch końcach trójkąta. Tylko muszę sie jeszcze doedukować, jak właściwie to się czyni😉

A u Was co słychać?🙂 Jak Wam minęła majówka? U nas niestety było pracująco, bo w Portugalii nie ma wtedy wolnego. Z zazdrością wchodziłam na internety, bo wszyscy mięli wolne i zazwyczaj piękną pogodę, a u nas mokro i zimno i jeszcze w pracy…  Niestety i teraz pogoda nas nie rozpieszcza. Środek maja, a tu leje, wieje i burzuje. Do tego zimniej niż w Polsce. Żeby jeszcze nie było zbyt sielsko, to dziś ktoś nam podpie*****ł przednią wycieraczkę z naszego autka,stojącego grzecznie na parkingu przed blokiem. Naszą nowiutką wycieraczkę,których komplet niedawno sprowadzaliśmy specjalnie z Polski, bo tu jakoś nie daliśmy rady znaleźć dokładnie takich. I to akurat w czasie, kiedy momentami leje jak szalone. Nie ogarniam :< Siedzę zatem z bólem glowy po kolejnym dlugim dniu w pracy (ostatnio wszystkie dni w pracy są długie) pod kocem w zimnym mieszkaniu i stukam sobie na tablecie te słowa, życząc Wam i sobie jak najszybszego nadejścia wiosny/lata i żeby Wam wycieraczki samochodowe nie znikały w tajemniczych okolicznościach😉
Ewa